Ostrze¿enia: “pierwszy raz”, alkohol, przekleñstwa, scena erotyczna (mo¿na uznaæ za PWP), niewierno¶æ, brak kanonu, zignorowane ostatnie tomy HP, mój „pierwszy raz” w pisaniu Scenki
G³ównymi postaciami s± Harry i Snape; tak wiêc osoby, które nie lubi± tego pairingu (oraz zwi±zków homoseksualnych) nie znajd± tutaj nic interesuj±cego.
Ze wzglêdu na scenê erotyczn± opowiadanie dla doros³ych czytelników.
Poprzednie rozdzia³y:
1
2
3
***
Odsun±³ siê od mê¿czyzny, robi±c krok do ty³u. D³onie Severusa nie opuszcza³y jego talii, wiêc ten, chc±c nie chc±c, ponownie zbli¿y³ siê do swojego ucznia. Na twarzy Harry’ego zakwit³ lekki u¶miech, gdy powtórzy³ tê czynno¶æ, zsuwaj±c rêce z szyi swojego kochanka do zapiêcia jego szaty. Kolejny krok, gdy oderwa³ ten guzik, wisz±cy zaledwie na jednej nitce. I kolejne... Zajmuj±c siê nastêpnymi guzikami, powoli cofa³ siê do drzwi prowadz±cych do sypialni.
Gdy dotkn±³ ich plecami, by³ mniej wiêcej w po³owie zapiêcia szaty swojego profesora. Przez ca³y ten czas ani na chwilê nie przerwali kontaktu wzrokowego. Harry nawet wtedy siêgn±³ na ¶lepo jedn± rêk± do ty³u w poszukiwaniu klamki. Zajê³o mu to d³u¿sz± chwilê, jednak w koñcu sypialnia stanê³a przed nimi otworem. Jako, ¿e nigdy tam jeszcze nie by³, da³ siê poprowadziæ mê¿czy¼nie. Szed³ pod naporem tych silnych d³oni, niezmiennie spoczywaj±cych na jego talii, sam dalej rozpinaj±c guziki. By³o ich tak wiele, ¿e nawet wtedy, gdy poczu³ krawêd¼ ³ó¿ka i opad³ na nie, nie poradzi³ sobie ze wszystkimi. Rozpi±³ ich za to wystarczaj±co du¿o, by ods³oniæ czarny sweter i czê¶æ materia³owych spodni w tym samym kolorze, spod których doskonale widaæ by³o pewn± mi³± dla oka wypuk³o¶æ. Harry wyczu³ j± d³oñmi i to dopiero ona sta³a siê powodem wystarczaj±cym do opuszczenia wzroku i skupienia siê na
niej. Czyli Snape’owi to wszystko siê podoba³o tak jak mu? Mia³ tak± nadziejê.
Chcia³ zobaczyæ wiêcej. Na w³asne oczy upewniæ siê o przyjemno¶ci ich obojga. Siêgn±³ do rozporka mê¿czyzny, jednak ten powstrzyma³ go, ³api±c za nadgarstki.
— Na wszystko przyjdzie czas — powiedzia³ tym cudownym, zachrypniêtym g³osem, który sprawi³, ¿e cz³onek Harry’ego drgn±³ rado¶nie.
Nastolatek powróci³ wzrokiem do jego twarzy i ponownie uton±³ w tym spojrzeniu. Chcia³ ton±æ.
— Chod¼ do mnie… — szepn±³ tak cicho, ¿e Snape znaczenie tych s³ów odczyta³ jedynie z ruchu warg.
Pochyli³ siê, by z³o¿yæ na tych ustach kolejny delikatny poca³unek. Jednak Gryfon mia³ co do niego inne plany. Poci±gn±³ go za ramiona tak, ¿e ten opad³ na swego ucznia. Harry nie mia³ najmniejszego zamiaru go pu¶ciæ, a Snape nie widzia³ powodu, by oponowaæ.
Ka¿dy poca³unek by³ jak oddech - ¿yciodajny.
Harry i Severus stali siê nie¶miertelni. Dla tej jednej chwili. Dla tego jednego wydarzenia. Dla tego jednego prze¿ycia. Nie liczy³o siê nic i nic nie mia³o siê liczyæ. Ponownie byli tylko oni. Ich usta. Ich spojrzenia. Ich d³onie. Ich cia³a.
Potter i Snape.
Ich pragnienia stawa³y siê coraz wiêksze, te fizyczne i psychiczne.
Musieli byæ jeszcze bli¿ej. Ubrania sta³y siê jedynie niepotrzebn± barier±, z któr± trzeba by³o siê uporaæ. Nie zwracali uwagi na to, w jakim stanie ich rzeczy l±dowa³y na pod³odze, ile guzików le¿a³o samotnie na dywanie, jak bardzo rozerwany by³ podkoszulek nastolatka, ¿e te czarne bokserki s± ju¿ do niczego, a jedna bia³a skarpetka gdzie¶ zaginê³a.
To wszystko by³o niczym w porównaniu do tego, co odkrywali. Nagie cia³a, których mogli dotykaæ, ca³owaæ, pie¶ciæ, na które mogli patrzeæ i podziwiaæ. Które by³y
ich. Tak idealne, pomimo tylu niedoskona³o¶ci. Opowiadaj±ce ich historiê. Wyjawiaj±ce tajemnice. Nie wstydzili siê niczego. Nie wstydzili siê
siebie.
Harry jêkn±³, czuj±c, jak poca³unki schodz± coraz ni¿ej. Snape ca³owa³ jego cia³o cal po calu. Poznawa³ go. Poznawa³ jego s³abe punkty. Poznawa³ Harry’ego Pottera. Tego prawdziwego, którego nie zna³ jeszcze nikt. Nie Z³otego Ch³opca. Nie Wybrañca. Nie Tego, Który Pokona³ Czarnego Pana. Nie Ch³opca, Który Prze¿y³. Nie Tego, Który Wygra³.
Harry’ego.
A ten nie mia³ nic przeciwko. Oddawa³ siê mu z ca³y, ze wszystkim co posiada³, z ca³ym zaanga¿owaniem, po¿±daniem. Chêtny by³by oddaæ mu jeszcze wiêcej – wszystko, czego
on bêdzie chcia³.
Jêkn±³ jeszcze g³o¶niej, czuj±c
te usta tak blisko swojego strategicznego miejsca. Tak blisko, a jednocze¶nie tak daleko... Tu¿
przy, jednak…
Merlinie…
Krzykn±³, czuj±c
tam dotyk. Wilgotny, delikatny. Odruchowo chcia³ pchn±æ biodrami w górê, jednak silne d³onie zatrzyma³y je w miejscu.
Cholera, wiêc co…
Oczy nastolatka spotka³y siê z tymi czarnymi têczówkami, wpatruj±cymi siê z tak± pasj±, jakiej nie widzia³ jeszcze nigdy i u nikogo. Pasj± i po¿±daniem. Ponownie w nich zaton±³. Czu³ siê, jakby naprawdê ton±³. Straci³ oddech. Powietrze ³apa³ du¿ymi haustami, widz±c jak jêzyk,
ten jêzyk, przesuwa siê wzd³u¿ cz³onka, sprawiaj±c, ¿e po ciele ch³opaka rozchodzi³y siê fale przyjemno¶ci.
Chcia³ zamkn±æ oczy. Zamkn±æ oczy i pogr±¿yæ siê zupe³nie w tym uczuciu. Ale nie móg³. Mia³ wra¿enie ¿e jest pod
Imperiusem.
Musia³ odwzajemniæ wzrok mê¿czyzny. I nie zamierza³ siê temu przeciwstawiaæ. Zreszt± mia³ wra¿enie, ¿e je¶li kontakt wzrokowy siê urwie, on bêdzie skoñczony. Skoñczony i niespe³niony.
Zanurzy³ d³onie we w³osach mê¿czyzny. Nie przeszkadza³o mu to, ¿e by³y trochê t³uste. Uwielbia³ je. Uwielbia³ go ca³ego. Jego jêzyk i jego usta, które...
Merlinie…
...poch³ania³y powoli jego erekcjê. Tak. By³ skoñczony. By³ skoñczony, nawet je¶li nie opuszcza³ tych dwóch czarnych g³êbin. By³ skoñczony, zanurzaj±c siê w przyjemno¶ci. Cieple. Wilgoci.
W niebie.
Chcia³, naprawdê chcia³ utrzymaæ ten kontakt wzrokowy. Udawa³o mu siê to przez jaki¶ czas, do momentu, gdy mê¿czyzna zacz±³ mruczeæ z przyjemno¶ci, czuj±c d³onie bawi±ce siê jego w³osami. A to
mruczenie by³o tak
cholernie przyjemne…
Nie móg³. Mimo, ¿e tak siê stara³.
Odrzuci³ g³owê, zacisn±³ oczy i krzykiem obwie¶ci³ swoje spe³nienie.
To by³o zbyt intensywne. Mia³ szczê¶cie, ¿e ju¿ le¿a³, bo gdyby tak nie by³o, nie by³by w stanie utrzymaæ siê na nogach. W tej chwili nie istnia³, zarówno on dla ¶wiata, jak i ¶wiat dla niego.
On i te
usta, w których ci±gle siê znajdowa³, spijaj±ce ostatnie krople.
Musia³ odpocz±æ.
Potrzebowa³ zaledwie chwili, by doprowadziæ siê do porz±dku.
— Cholera… — szepn±³. — To jest… to by³o…
Nie zdo³a³ powiedzieæ nic wiêcej, poniewa¿ jego usta zosta³y przykryte innymi. Tak
znanymi... Jednak ich smak siê zmieni³. Nie by³a to s³odycz. Nie tylko. Czu³ gorzki posmak. Czego¶ takiego nie smakowa³ jeszcze nigdy.
Natrafi³ na te
czarne g³êbiny, szeroko otworzywszy oczy, targn±wszy przez zrozumienie. Czu³
siebie.
Jêkn±³, zanurzaj±c d³oñ we w³osach swojego kochanka.
Mê¿czyzna sprawi³ mu tyle przyjemno¶ci... On jednak nie mia³ si³ siê odwdziêczyæ. Ponownie wiêc poddawa³ siê tym ustom i d³oniom.
Nagle ogarnê³a go pustka.
Brak ust, brak d³oni, brak w³osów, brak ucisku, brak… wszystkiego.
Zacz±³ rozgl±daæ siê w poszukiwaniu drugiego mê¿czyzny. Ul¿y³o mu, gdy zauwa¿y³, ¿e ten nie znikn±³, a jedynie podszed³ do szafki nocnej, szukaj±c tam czego¶.
Na twarzy nastolatka zakwit³ delikatny u¶miech. Zamkn±³ ponownie oczy, oddaj±c siê b³ogiemu spe³nieniu, czekaj±c na to, co ma siê jeszcze wydarzyæ. Nie trwa³o to d³ugo, bo chwilê pó¼niej znowu poczu³ blisko¶æ drugiego cia³a. Nie dotyk, po prostu
blisko¶æ. Jego u¶miech siê poszerzy³.
Nie wiedzia³, co go czeka. I niczego siê nie obawia³. Po prostu mu
ufa³. I czeka³.
A mo¿e sam powinien co¶ zrobiæ?
Nie. Poczu³ d³onie mê¿czyzny. Opuszki palców delikatnie wytycza³y szlak od wiotkiego teraz penisa w górê, wzd³u¿ ca³ego cia³a, wysy³aj±c przyjemne dreszcze do ka¿dego miejsca, do ka¿dej komórki, do ka¿dego…
Harry ponownie jêkn±³, wyci±gaj±c siê tak, by zaznaæ jak najwiêcej tego dotyku. Snape jednak mia³ inne plany. Jego d³onie powróci³y do bioder nastolatka, zaciskaj±c siê na nich i unosz±c delikatnie. Harry praktycznie wyczekiwa³ kolejnej pieszczoty. Tu siê jednak przeliczy³. Zosta³ bezceremonialnie popchniêty w g³±b ³ó¿ka, tak ¿e le¿a³ teraz wzd³u¿ mebla, z g³ow± na poduszkach. Ten nag³y ruch rozbudzi³ go wystarczaj±co, by ponownie wróciæ do rzeczywisto¶ci i zda³ sobie sprawê z tego, co siê dzieje.
Snape przysiad³ na skraju ³ó¿ka, wpatruj±c siê w niego oceniaj±cym wzrokiem. W rêkach trzyma³ otwarty s³oiczek z nieznan± Harry’emu substancj±. Ch³opak poczu³ siê niepewnie.
— Potter, jeste¶ wszystkiego pewny? Tego, co zaraz zrobimy, nie da siê cofn±æ.
Mê¿czyzna najwyra¼niej zauwa¿y³ wahanie we wzroku nastolatka. Albo w jego zachowaniu. A mo¿e po prostu to przeczuwa³?
— Ja… — By³ pewny? Jeszcze chwilê temu bez chwili namys³u powiedzia³by „tak”. A teraz?
Podj±³ decyzjê, widz±c te czarne tunele w oczach i tyle uczyæ ukrytych gdzie¶ tam, g³êboko. Ci±gle mu ufa³. I wiedzia³, ¿e Snape go nie zrani. Zrobi wszystko, by by³o mu dobrze.
— Tak… Jestem.
Severus najwyra¼niej nie zauwa¿y³ nic niepokoj±cego w g³osie swojego ucznia, poniewa¿ chwilê pó¼niej ponownie znalaz³ siê przy nim, sk³adaj±c na jego ustach kolejny gor±cy poca³unek, pieszcz±c szyjê i skradaj±c z tych warg kolejne jêki, d³oñmi zje¿d¿aj±c coraz ni¿ej i ni¿ej…
Przyjemno¶æ.
Harry ponownie zacz±³ pogr±¿aæ siê w coraz wiêkszej przyjemno¶ci. Ale… nie. To nie tak powinno byæ. By³a tam jeszcze jedna osoba, która równie¿ na przyjemno¶æ zas³ugiwa³a, sama tyle jej ofiaruj±c.
— Poczekaj… — szepn±³, zatrzymuj±c d³onie kochanka. Snape podniós³ na niego zamglony wzrok. Ju¿ mia³ co¶ powiedzieæ, gdy nastolatek zamkn±³ jego usta kolejnym delikatnym poca³unkiem.
Delikatnie popchn±³ mê¿czyznê. Ten po³o¿y³ siê na plecach, nie bêd±c do koñca pewnym, co Z³oty Ch³opiec zamierza. Jednak podda³ siê mu. Równie¿ mu
ufa³. To by³ pierwszy raz, gdy Harry znajdowa³ siê w takiej sytuacji. Maj±c przy sobie kogo¶ tak uleg³ego. Czekaj±cego na jego dotyk. Na wszystko, co by³ w stanie ofiarowaæ. Tak…
…podatnego.
Jêki mê¿czyzny by³y dla ch³opaka najpiêkniejsz± melodi±. D¼wiêkiem, który dawa³ mu do zrozumienia, ¿e ¿yje. Szczególnie, je¶li to on wywo³ywa³ te reakcje. Swoimi d³oñmi. Delikatnymi poca³unkami sk³adanymi na cienkich wargach. Twarzy. Szyi. Klatce piersiowej. Ramionach. D³oniach.
Chcia³ smakowaæ. Czuæ. Dotykaæ.
Wiêcej.
Wiêcej.
Zacz±³ zsuwaæ siê ni¿ej. Kolejnymi poca³unkami wyznacza³ drogê wzd³u¿ klatki piersiowej, do podbrzusza. Tr±ci³ brod± erekcjê mê¿czyzny, wyrywaj±c z jego ust kolejny jêk.
Chcia³ siê odwdziêczyæ. Oddaæ przyjemno¶æ, któr± sam zazna³.
Chcia³ us³yszeæ wiêcej jêków, które sam powodowa³.
Chcia³… musia³.
Poszuka³ wzrokiem oczu mê¿czyzny, ponownie zanurzaj±c siê w tych czarnych g³êbinach. Pozwalaj±c mu uton±æ w zieleni w³asnych ¼renic.
Nie spuszcza³ swojego spojrzenia z tych oczu, gdy powoli go smakowa³. Delikatnie, prawie ¿e nie¶mia³o. Mia³ wra¿enie, ¿e jeszcze nigdy nie widzia³ tylu nagromadzonych emocji, takiego po¿±dania, jak tam. Chcia³ sprawiæ, by by³o go jeszcze wiêcej. Musia³ sprawiæ. Teraz tylko to zaprz±ta³o jego umys³.
Czu³, jak Mistrz Eliksirów reaguje na ka¿d± pieszczotê. Dotyk jêzyka wzd³u¿ trzonu. Zanurzenie siê w jego w³asnych ustach. Delikatne ssanie. Wiedzia³, co zrobiæ, by by³o mu dobrze. Im obu. Sprawianie przyjemno¶ci jemu równie¿ sprawia³o przyjemno¶æ. Szczególnie, gdy by³ nagradzany w
taki sposób - cichymi jêkami. Mrukniêciami. Wyginaniem cia³a w poszukiwaniu jeszcze wiêkszej ilo¶ci dotyku. Znalezieniem siê jeszcze g³êbiej w tych ustach.
Harry poczu³ d³onie na swojej g³owie, bawi±ce siê w³osami. Mrukn±³ cicho z przyjemno¶ci, wysy³aj±c fale przyjemno¶ci wzd³u¿ ca³ej d³ugo¶ci cz³onka. W nagrodê otrzyma³ g³o¶niejszy jêk, zsuniêcie siê d³oni na jego tak wra¿liw± szyjê, kolejne mrukniecie, kolejny jêk, uczucie, ¿e mê¿czyzna jest blisko spe³nienia, d³onie zsuwaj±ce siê na jego ramiona, podci±gaj±ce go wy¿ej,
ten s³odki smak…
— Chcê doj¶æ w tobie.
Och. Serio mam problem ze skomentowaniem tego. Zacznê chyba na oko³o.
W poprzednich czê¶ciach zdarza³o Ci siê wiele b³êdów wynikaj±cych z po¶piechu b±d¼ niestaranno¶ci. Tutaj ju¿ ich niemal wcale nie by³o, wiêc albo przeczyta³a¶ przed dodaniem, albo t± czê¶æ pisa³o Ci siê wolniej/becie lepiej siê sprawdza³o.
Masz bardzo ³adne opisy, jednak tutaj ju¿ napisa³a¶ kilka konkretów, zamiast wcze¶niejszych domys³ów. Obawia³am siê tego, poniewa¿ naprawdê strasznie dziwnie mi siê czyta takie sceny. Dla mnie Harry zawsze ju¿ bêdzie aseksualnym ch³opcem na którego barka spoczywa³ ca³y ¶wiat magii. I czytanie o jego cz³onku mnie nieco razi. Wiem, wiem. Od pocz±tku to ff do tego zmierza³o, nie ukrywa³a¶ tego. Ale jednak... jeej. Mimo ³adnych opisów nie umia³am siê wczuæ i chyba nawet nie chcia³am, rozumiesz
Pad³am. S³oiczek z nieznan± Harry'emu substancj±.
Ogólnie gdyby to by³a scena miêdzy np. Harrym i Ginny, to by³abym zachwycona (wy³±czaj±c drugiego cz³onka, który musia³by po prostu st±d znikn±æ, oczywi¶cie). Twoje opisy s± naprawdê ³adne i bardzo emocjonalne. Ale jednak czytanie o Harrym i Severusie jest dla mnie bardzo, bardzo dziwnym do¶wiadczeniem. Nie wiem co o tym my¶leæ, tak naprawdê.
Ale i tak czekam na kolejn± czê¶æ i my¶lê, ¿e nie tylko ja ;D